sobota, 11 czerwca 2022

2022/06 - Maraton Podróżnika 300km / 1 500m ⬆️


Zbieramy doświadczenie - tym razem bez bufetów

Maraton Podróżnika przykuł moją uwagę przede wszystkim z racji zmiany konwencji z "bufetowej" na samowystarczalną (jak wszystkie eventy organizowane przez Koło Ultra). Dystans 300km pasował do mojego kalendarza przygotowań do wydarzenia roku czyli Pierścienia Tysiąca Jezior 610km.

Limit: 24 godziny
Start: 04.06.2022 godz. 07:35

1. Przebieg

Start w grupach 5 osobowych z Ośrodka Harcerskiego Leśna Krówka. Moja grupa startowa miała bardzo zróżnicowany poziom toteż już po 10km jechałem solo. Po drodze mijałem pojedynczych zawodników próbując zbudować pociąg.
start, fot. Mieczysław the Father

Czasami udawało się skleić grupę na 20km. Generalnie do 130km była ciągła przeplatanka jazdy solo i w grupie. Postoje starałem się robić, gdy byliśmy w grupie z obawy o rower. Jeden postój zapadnie w mojej głowie na dłużej - przepyszne i jeszcze ciepłe ciasto drożdżowe z wiśniami oferowane "przez płot". Genialne uzupełnienie węgli z lekką dozą ryzyka. Ciepłe-drożdżowe - babcia by na pewno krzyczała, że żołądek będzie bolał...  no risk no fun!

wznowienie jazdy zatankowawszy ciepłe drożowe z owocami, fot. organizator

Od startu wiatr z północnego-wschodu trochę przeszkadzał, ale od 150km zaczął pomagać. W okolicach 130km dogoniłem grupę z warszawskiego Grupetto, która odbiła na dystans 500km. Z grupy tej został Grzegorz, z którym połączyliśmy siły - jak się okazało do samego końca. Grzegorz widział jak ich dogoniłem i jak dołączył do mnie myślał, że mam bardzo mocną nogę i narzucał na swoich zmianach tempo 30+. Ja żeby nie być gorszym przejmując zmiany robiłem to samo. Testosteron nie pchał nas w stronę rywalizacji, ale nie pozwalał pokazać się od tej słabszej strony. W ten sposób wpakowaliśmy się do przedsionka kolarskiej bomby i zaczęło nas odcinać w okolicach 180km. Wtedy zrozumieliśmy co się dzieje. Trochę się pośmialiśmy z siebie i odpuściliśmy tempo żeby podreperować zapasy energii. 

Przed Chojnicami na 240km zatankowaliśmy w przydrożnym sklepie. Grzegorz już od jakiegoś czasu jechał na oparach płynów i się zasuszył. Potrzebowałem białka i tłuszczu, wciągnąłem pęto podwawelskiej, rozcieńczyłem elektrolity i z drożdżówką w zębach ruszyliśmy za grupą kolarzy, którzy nas wyprzedzili. Ciężko nam było z pełnymi żołądkami gonić i dopiero w Chojnicach na światłach ich dopadliśmy. Kawałek pojechaliśmy razem. Jednak oni pomylili trasę i źle dalej pojechali. Krzyczeliśmy, ale trzymali się swojego lidera. W efekcie dojechali po nas na metę. Porządne tankowanie przyniosło dobry efekt, bo mieliśmy siłę cisnąć dalej do mety. Minęliśmy jeszcze kilka osób, które chyba przegapiły dostarczanie kalorii.

Na 10km przed metą Grzegorza zaczęło mulić - pewnie opóźnione konsekwencje zasuszenia w okolicach 220km. Tak to już jest z naszym organizmem, że kara bywa odroczona, ale nieunikniona. Grzegorz namawiał mnie żebym cisnął sam do końca. Zostałem i razem o 18:32 wjechaliśmy na metę. Mam nadzieję, że jeszcze coś wspólnie pojedziemy.

wjazd na metę (w tle Grzegorz), fot. Mieczysław

Liczby:

czas brutto: 10h 57min
czas netto: 10h 16min
czas zatrzymania: 7%
m-sce kat. OPEN: 12/81

2. Wnioski i analizy
  • jazda bez bufetów jest bardziej wymagająca i niespodziewanie mocno obciąża głowę analizami czy już stawać czy może do następnego sklepu dam radę? Pozwala jednak mocno ograniczyć czas postojów
  • jazda solo nie jest taka straszna, klejenie pociągu czasami nie ma sensu, a złapanie dobrego partnera może być lepsze niż długi pociąg i rzadkie wchodzenie na zmiany
  • warto się dogadywać na tempo jazdy inaczej hormony zrobią to za nas i niekoniecznie będzie to optymalny poziom