kwalifikacja do BBT na podrasowanej trasie i w formule SOLO
1. Przebieg
Start klasycznie w Świękitkach, tym razem od razu ostry - honorowy skasowano - i dobrze. Przepak, a tak naprawdę "dopak" zostawiam we wskazanym miejscu - w tym roku organizator nie zapewnia transportu plecaka z powrotem na metę. Nie każdy niestety wyłapał to w zapisach regulaminu i komunikacie startowym - później spowoduje to sporo rozczarowań i emocji na D-PK Sejny.
Punktualnie o 9:45 ruszamy, od startu wchodzę na górny planowany zakres mocy. Kilka osób wyprzedzam, później wyprzedzają mnie koledzy z późniejszych (zwyczajowo mocniejszych) grup startowych SOLO. Pilnuję podaży węglowodanów i elektrolitów. Temperatura przyjemnie lekko przekracza 25C, wiatr z południa chwilowo pomaga, a od Pieniężna wieje w bok. Po 2h41min dojeżdżam do PK#1 Górowo Iławieckie (81km). Punkt kameralny, ale w zupełności wystarczający. Pochłaniam pół bidonu rozpuszczonego białka, przygotowuje bidony z węglami i elektrolitami wzmocnionymi 1g soli kuchennej. Po 7min jestem z powrotem na trasie, z pośpiechu mijam skręt i muszę 300m wracać, 2 osoby mnie w tym czasie wyprzedzają. Słońce mocno operuje i podgrzewa otoczenie do 32C. Konsumpcja płynów wzrasta i planowane 900ml/90min zaczyna być wyzwaniem. Boczny wiatr chwilami uniemożliwia jazdę na lemondkach, a przednia opona od dawna nie toczy się pod kątem 90st do asfaltu - muszę kontrować ciałem ustawiając rower w pochyleniu pod wiatr. Nadal lepsze to niż wiatr w nos.
 |
start, Świękitki; fot.Mieczysław |
Do kultowego organizacyjnie i konsumpcyjnie PK#2 Leśniewo (167km) dojeżdżam po 5h 56min od startu. Na drodze dojazdowej spotykam koleżankę - Danutę. Powtarzam ruchy z bidonami, wizyta w toalecie, smarowanie podwozia i kilka łyków zupy. W ofercie punktu jest dużo więcej pozycji kulinarnych - w tym pierogi "nie-polskie". Nie ma czasu na biesiadę, łącznie 20min zajęła mi wizyta na tym punkcie. Trochę długo, kolejka do toalety zjadła 25% tego czasu.
Tutaj jednak zgadzam się z Jason'em Statham'em - "lepiej się wysrać i spóźnić, niż być o czasie i się zesrać". Kto nie zaliczył awaryjnej wizyty w krzakach w stroju kolarskim, ten życia nie zna.
Droga do kolejnego punktu kontrolnego robi się coraz bardziej kostropata. Niezbyt strome, ale długie podjazdy przepalają dodatkowe kalorie i mililitry płynów. Lawirowanie między jeziorami dostarcza przepięknych widoków, którymi nie ma czasu się zachwycać. Jakość asfaltów spada, czujność i szybkość reakcji wystawiona zostaje na pierwsze próby. Do PK#3 Gołdap (253km) dojeżdżam o 19:20. Punkt zorganizowany na placu w centrum miasta. Tak samo jak w 2022, tylko od drugiej strony skweru. Wizyta w toalecie wymaga spaceru do pobliskiego kina - kolejny stracony czas. Pozostałe ruchy są powtórką z poprzednich punktów, niestety łącznie spędzam aż 28min na tym punkcie.
 |
jakby ktoś miał wątpliwości czy solić bidon |
W tym roku DPK z przepakiem został przeniesiony z Wiżajn do Sejn. Na wysokości trójstyku Polski-Litwy-i "tego-tam-na-północy" trasa skręca w kierunku południowym, co oznacza jazdę pod wiatr. Zaraz po zmianie kierunku koło 22ej zaliczam jeden z większych na tej trasie podjazdów Rutka-Tartak. Mimo nocnej pory wiatr nie słabnie, a temperatura utrzymuje się w okolicach 20C. Czuję, że słabnę, prawdopodobnie przeoczyłem porcję węgli, które staram się dostarczać w ilości minimum 60g/h. Połykam dodatkowy żel poprawiony batonem, wykładam się na lemondkach żeby być bardziej oreo i cisnę pod wiatr. Staram się być opływowy jak kropla - garbata, włochata, ale kropla 😂. W takim stylu o 23:27 na lekkiej bombie wjeżdżam na DPK#4 Sejny (345km), ergo 50% dystansu za mną. Procedura na punkcie wzbogacona o zjedzenie ciepłego posiłku i doładowanie żeli i batonów z dopako-przepaku. W tle słyszę niezadowolenie i lamenty zawodników, którzy nie doczytali o braku opcji powrotu worków na metę. Smarowanie łańcucha i podwozia, ładowanie Garmin Varia, ubieranie kamizelki odblaskowej i jestem gotowy do jazdy. Całość zajmuje o połowę za długo, bo aż 48min.
 |
gdzieś przed Sejnami |
Ruszam w trasę, co jakiś czas widzę czerwone dyskoteki tylnych lampek innych zawodników, które motywują do mocniejszego deptania. Temperatura nie spada, widoczność wystarczająca, wjeżdżam w obszar leśny i wiatr cichnie. Dociskam wiedząc, że takich okazji nie będzie zbyt wiele. Po 16h40min od startu dojeżdżam do PK#5 Dowspuda (405km). Jest nas 4ech na punkcie, to pomaga zaoszczędzić czas. Jem zupę, uzupełniam bidony, odwiedzam toaletę i po 18min ruszam w trasę. Nie czuję zmęczenia. Mam w planach power-nap dopiero na kolejnym PK za 64km. Od 370km ustawiony jestem bokiem do wiatru, tym razem podmuchy czuję na lewej stronie. Ponownie jazda na lemondkach jest utrudniona i mało bezpieczna. Pochłaniam żele i batony zgodnie z planem. Nuda.
O 5:05 wtaczam się do PK#6 Wydminy (469km). Kolejny talerz zupy, uzupełnianie bidonów, wizyta w toalecie. Mimo smarowania podwozia znowu odczucia bólowe w rejonie, w którym pieczenie lubią tylko miłośnicy BDSM. Niektórzy zawodnicy realizują mój plan i korzystają z opcji snu na przygotowanych materacach. Ja plan swój zmieniam, w obliczu informacji od obsługi punktu o nadchodzącej burzy, która idzie z zachodu na czołówkę z nami. Uznaję, że więcej kilometrów na sucho jest więcej warte od 20min odpoczynku. Ruszam, niewiedząc jaki błąd tą decyzją popełniam.
Trasa zaczyna ponownie lawirować między jeziorami, jakość asfaltow niestety coraz gorsza zmusza do jeszcze większej czujności. Na 20km przed Kętrzynem łapie mnie mocny kryzys zmęczenia. Jako, że nadal jadę bez deszczu decyduję się na krótki power-nap, który mi nie wychodzi. Jest już 7:45, słońce dosyć mocno operuje, a namierzony przystanek jest niestety przy samej drodze. Po 7min prób zmrużenia oka ruszam dalej. Przed wjazdem do Kętrzyna szybka defekacja na Shell’u, wciągam Monster'ka i jak tylko wyjeżdżam na ulicę dopada mnie deszcz. Niegroźny letni opad. Nie zakładam kurtki, może szybko minie - w końcu przemieszczam się w kierunku przeciwnym do chmury. Przejeżdżam Kętrzyn, ale deszcz nie odpuszcza, przybiera na sile i zostawia całkiem pokaźne kałuże zasłaniające nierówności i ubytki w asfalcie. Czuję kolejne szarpnięcia na przednim kole i pod nosem modlę się żeby opony i dętki wytrzymały. Wymiana dętki w takich warunkach zapewne ultrakolarsko wzbogaciłaby moje doświadczenia, ale w tym momencie wolę jednak jechać. Po kilku kilometrach kurtka wlatuje na mój grzbiet, reszty dodatków przeciwdeszczowych nie zakładam. Okulary od dobrych 10km jadą na kasku, owadów nie ma, jakimś cudem piasek z wodą z kałuż spod kół samochodów nie dociera do spojówek - byle tylko nie było kamyków.
 |
podjazd w Radostowie, fot. RoweremPoSwojemu |
Do PK#7 Reszel (555km) dojeżdżam o 9:09. Przemoczony, zmęczony, ale nie wychłodzony. Na PK wciągam zupę i naleśniki, smarowanie nie ma sensu i tak wszystko spłynie od strumienia wody zarzucanej przez tylne koło na okolice końca pleców.
Ten PK wygrywa ponownie ze wszystkimi poprzednimi PK dzięki obsłudze. Czułem się jak na prawdziwym pit-stopie. Do tego najbardziej roześmianym, mimo konieczności ciągłego mopowania posadzki, która notorycznie była mokra od naszych ociekających wodą ubrań.
Ruszam, zostało mniej niż 90km, po najgorszych asfaltach na tym wyścigu. Kto przejechał szosą asfalty Pierścienia ten w cyrku się nie śmieje. Podobnie jak w 2022 ten odcinek cisnę mocniej uważając jedynie na bezpieczeństwo. Mokre asfaltowe patchworki z dziurami wypełnionymi wodą zmuszają do balansowania i niejednokrotnie podrywania przedniego koła żeby nie uszkodzić roweru. Karbon trzeszczy, opony z trudem amortyzują te nierówności, których nie zauważam lub nie nadążam ominąć. Co jakiś czas mijam pojedynczych zawodników i o godzinie 12:54 wjeżdżam na metę. Mam tym samym kwalifikację do Bałtyk-Bieszczady Tour 1008km, który odbędzie się 24 sierpnia 2024.
 |
piątka na mecie; fot.Mieczysław |
W liczbach:
czas brutto: 27h 9min
czas netto: 23h 43min
czas na PK i zatrzymania: 12,6%
m-sce kat. SOLO: 8/33
m-sce kat. GENERAL: 32/119
2. Wnioski i analizy
- celem nadrzędnym było ukończenie wyścigu w formule SOLO i zapewnienie sobie kwalifikacji na BBT, celem dodatkowym było poprawienie wyniku z 2022 26h43min (OPEN) - i mimo, że liczebnikowo na to nie wygląda, to biorąc pod uwagę, że w 2022 PTJ miał 610km (teraz 640km) cel ten także osiągnąłem
- coraz bardziej przekonuję się, że formuła SOLO jest lepsza i bardziej higieniczna pod kątem oceny faktycznych umiejętności kolarza i przygotowania do danego wydarzenia
- muszę spróbować zwiększyć podaż węgli, przy 60g/h mam wrażenie, że jest niewykorzystany potencjał w mięśniach i chwilami przygasam
- PK zżerają mnóstwo czasu, trzeba coś z tym zrobić...
3. Sprzęt i ekwipunek
- suplementacja: żele i żelka SIS, carbo SIS, protein bar SIS, elektrolit keto+NaCl 😎
- torby: Cyclite AeroFrontBag, 2x food pouch; Apidura top tube long
- ubrania: bibsy Pedaled Odyssey, koszulka Pedaled Odyssey, kurtka Rapha Brevet Insulated, kamizelka Rapha Brevet, rękawiczki długie Assos spring/fall, nogawki Assos 3/4, rękawki Castelli UPF50; ochraniacze przeciwdeszczowe Assos RainBooties
A wszystko to w głowie zaprogramował, z mięśni wydusił i w większości przewidział Trener Radosław #ultratrack. Dziękuję!!!
Dziękuję też wszystkim śledzącym kropkę i czytającym moje przydługie relacje 🤣